Była 7.00. Jeszcze godzina do zajęć. Co miałam innego do roboty poza siedzeniem na szkolnym parapecie ze słuchawkami w uszach i głową przepełnioną myślami? Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Nie chodziło konkretnie o tą chwile... Sęk tkwił w tym, co miałam ze sobą zrobić po skończeniu lekcji ? Jak ja się pokażę w domu ? Szczerze ? W ogóle nie chciało mi się tam wracać...
~~~~~~~
- Co jej powiedziałaś ?! - krzyknęła z niedowierzaniem Agatha.
- To co słyszałaś... Nie wytrzymałam.
- Dziewczyno ! Przecież ona zrobi ci jeszcze gorsze piekło !
- No coś ty... - odpowiedziałam ironicznie. Dobrze wiedziałam, że nie będę miała życia w domu.
- I co teraz zrobisz ?
- Uwierz mi. Chciałabym wiedzieć. - spojrzałam na nią ze łzami w oczach. Siedziałyśmy chwilę w ciszy w naszej szkolnej miejscówce gapiąc się pusto w podłogę. Nasze "interesujące" zajęcie przerwał Ryan.
- Czemu nie mogłaś iść ze mną do szkoły ? - zapytał brunet.
- Powiedziała do swojej matki "Nienawidzę cię ! " - zanim zdążyłam odpowiedzieć odezwała się Agatha.
-... suko. - dodałam cicho.
- No nareszcie ! - zdziwiłam się jego reakcją. Nie był zadowolony, ale na rozpacz nie chorował. - Nareszcie nie będzie tobą kierować!
- Ryan ! Obudź się człowieku! Życie to nie bajka. Jeśli ona ma przestać mną kierować to miejsca w jej domu nie znajdę. To gdzie ja teraz się podzieję ?! - byłam wkurzona. Nie tylko tym całym wydarzeniem, ale lataniem w obłokach mojego chłopaka. On jest czasem pesymistą, realistą, a niekiedy optymistą. Jednak ten jego optymizm ujawniał się w nieodpowiednich momentach.
- U mnie.
- No chyba żartujesz ! Nie będę żyła na czyimś garnuszku !
- A jak siedziałaś pod kloszem mamuśki, to nie byłaś na jej garnuszku ? To teraz ty się obudź ! Madlene. Ja cię kocham ! Pogódź się z tym, że nie pozwolę, żebyś cierpiała. - to był ten moment. Moment, w którym zrozumiałam, że komuś naprawdę na mnie zależy. Chwila, która pozwoliła mi zaufać Ryan'owi.
Kiedy skończyliśmy lekcje, poszłam do domu Ryan'a. Jego mama już wiedziała, że przyjdę przenocować. Pewnie poinformował ją telefonicznie.
- Witaj Madlene !
- Dzień dobry - uśmiechnęłam się. Uwielbiałam panią Monicę. Potrafiła zachować się stosownie do każdej sytuacji, a zarazem nie była wciąż spięta. Potrafiła podnieść na duchu każdego człowieka. Pozytywna babka.
Zjedliśmy obiad i we dwoje odrobiliśmy lekcje. Byłam wykończona całym dniem, więc chciałam szybko położyć się spać.
- Gdzie mam się kimnąć? - spytałam chłopaka.
- Na moim łóżku.
- A ty?
- Na podłodze - odpowiedział.
- Nie ma mowy! Ja biorę podłogę.
- Czy nie uważasz, że to będzie dziwnie wyglądać, jeśli ja będę rozłożony na łóżku,a ty będziesz się męczyć na podłodze ?
- A jeszcze dziwniej, jak położymy się we dwoje w łóżku... - powiedziałam i przez chwilę pożałowałam.
- Ej ! Czemu nie ? Przecież nic się nie stanie. - przez chwilę byłam przeciwna temu pomysłowi, ale przecież on miał rację. Przecież nie będziemy robić nic poza spaniem. Bez przesady.
Pościeliliśmy tak, że każdy miał oddzielną poduszkę i kołdrę.
- Dobranoc kochanie - usłyszałam zza pleców, kiedy już się położyłam.
- Dobranoc - odpowiedziałam.
Pomimo tego, że Ryan leżał tuż obok mnie, czułam się sama. Tu nie miała znaczenia odległość. Tu liczyło się to, czy ta ważna osoba jest przy tobie psychicznie. Wiem, że przeze mnie Ryan nie powinien zarywać nocy, ale to był akurat ten moment, w którym go potrzebowałam.
- Ryan ? Śpisz ?
- Hm... już nie. - mruknął lekko zachrypniętym głosem.
- Przytul mnie, proszę. - chłopak bez słowa odwrócił się w moją stronę i mnie objął. Momentalnie zrobiło się ciepło, a te wszystkie przytłaczające myśli dały mi spokój.
21.12.12 - piątek
Z Ryan'em postanowiliśmy, że po lekcjach poczekamy, aż wszyscy z mojego domu wyjdą i wtedy zabierzemy moje rzeczy. Kiedy wynosiłam ostatnie pudełko, coś we mnie pękło. Moja sypialnia. Zostawiam w niej tyle wspomnień... Spędziłam tu całe swoje dotychczasowe życie. Dlaczego miałabym odejść ? Przez chwilę się wahałam, ale po przypomnieniu sobie tego, że wcale tu nie jestem szczęśliwa byłam zdecydowana. Nie chcę żyć z tą rodziną. Może jeszcze wrócę tu - do tego mieszkania, ale nie rodziny.
Wszystko szło łatwo. Zbyt łatwo. Dlaczego nikt nie próbował się do mnie dodzwonić ? Powinni mnie szukać... Zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy aby na tym mi nie zależało ? Czy nie zależało mi na tym, by być dla nich ważna ?
22.12.12 - sobota
Tego dnia rozpakowaliśmy moje rzeczy w pokoju Ryan'a. Nie ma zbyt dużo miejsca, ale nie narzekam. Mam tylko na sumieniu to, że chłopak nie ma prywatności. Ale przecież sam zadecydował.
- No to mamy wolne - uszczęśliwiony położył się na łóżku.
- O nie kochanieńki. Idziemy na zakupy z twoją mamą. Pojutrze wigilia. - uśmiechnęłam się szyderczo, a temu zrzędła mina.
- A nie możemy poleniuchować ? - zapytał leniwie łapiąc mnie w talii i sadzając na łóżko.
- No jeśli chcesz zostać w domu to wyręczymy twojego brata i zostaniemy z siostrzyczką. - zaśmiałam się.
- Z Lilly? Never ! - podniósł się i założył sweter. - To co ? Idziemy ? - zaśmiałam się i wyruszyliśmy do salonu, gdzie znajdowała się pani Monica.
- No to wy dzieciaki pójdziecie po choinkę, a ja skoczę do supermarketu, wy dołączycie do mnie po wykonaniu swojej roboty. Wieczorem przystroimy drzewko.
- Po choinkę? Piechotą? - zdziwiłam się, a Ryan wraz ze swoją mamą wpadli w śmiech.
- No ja nie umiem wjechać samochodem do piwnicy. - pękał ze śmiechu brunet.
- Madlene, chodzi o sztuczną choinkę - wyjaśniła pani Monica. Strzeliłam buraka i zawstydzona zagoniłam Ryan'a do roboty.
- Może i moje święta będą najgorszymi ze wszystkich ,jakie przeżyłam, ale nie pozwolę żeby wasze święta były przeze mnie zakłócone. - zwróciłam się do Ryan'a, gdy zanieśliśmy sztuczne drzewko na nieszczęsne czwarte piętro. - Przeszkadzam wam w dniach przygotowujących do świąt.
- No ty chyba żartujesz. Biegasz ze mną po jakieś piepszone drzewka i teraz idziemy na wspólne świąteczne zakupy, których zazwyczaj nienawidziłem, ale ty jesteś teraz ze mną i zaczynam to wszystko lubić.
- Ty to ty. Niedługo przyjedzie twój tato, miejsca będzie coraz mniej... A święta tusz tusz. Nie mogę zakłócać wam rodzinnego spokoju.
- Posłuchaj. Mam już dość takiego gadania. Nieważne co się będzie dziać, ty mojej rodzinie nie przeszkadzasz. Święta spędzisz z nami. Wiem, że nie będziesz chciała mieszkać z moją rodziną całe życie, ale daj spokój chociaż na święta. Później coś wymyślimy. Kocham cię. - wyrzucił z siebie to wszystko i mnie pocałował.
- Ehh... no dobrze. Choćmy już do tego sklepu.
Przechodząc obok bloku, w którym nie tak dawno mieszkałam zauważyłam kartkę... Gdy podeszłam i przeczytałam jej treść... zrobiło mi się słabo.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Od autorki: Hmm... Bardzo ciesze się na komentarz i obserwowanie od invisible, ale co z resztą ? No nic... mam nadzieje, że chociaż ten rozdział się spodoba i skomentuje więcej osób.
W poście 'Bohaterowie' dodam za chwile kilka nowych osób, które niebawem zagoszczą w opowiadaniu.
P.S. Invisible - zaobserwowałam twojego bloga, ale nie miałam czasu doczytać i skomentować Przeczytałam już trochę i mi się spodobało. Niedługo nadrobię i będę komentować ; **
RealMadlene
- Ty to ty. Niedługo przyjedzie twój tato, miejsca będzie coraz mniej... A święta tusz tusz. Nie mogę zakłócać wam rodzinnego spokoju.
- Posłuchaj. Mam już dość takiego gadania. Nieważne co się będzie dziać, ty mojej rodzinie nie przeszkadzasz. Święta spędzisz z nami. Wiem, że nie będziesz chciała mieszkać z moją rodziną całe życie, ale daj spokój chociaż na święta. Później coś wymyślimy. Kocham cię. - wyrzucił z siebie to wszystko i mnie pocałował.
- Ehh... no dobrze. Choćmy już do tego sklepu.
Przechodząc obok bloku, w którym nie tak dawno mieszkałam zauważyłam kartkę... Gdy podeszłam i przeczytałam jej treść... zrobiło mi się słabo.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Od autorki: Hmm... Bardzo ciesze się na komentarz i obserwowanie od invisible, ale co z resztą ? No nic... mam nadzieje, że chociaż ten rozdział się spodoba i skomentuje więcej osób.
W poście 'Bohaterowie' dodam za chwile kilka nowych osób, które niebawem zagoszczą w opowiadaniu.
P.S. Invisible - zaobserwowałam twojego bloga, ale nie miałam czasu doczytać i skomentować Przeczytałam już trochę i mi się spodobało. Niedługo nadrobię i będę komentować ; **
RealMadlene
Dziękuję ;** A co do rozdziału to zaintrygowałaś mnie tą końcową karteczką!! No jak tak można przerwać, co??!! Czytając to opowiadanie mam wrażenie jakbym to przeżywała na własnej skórze. Jakbym to ja odczuwała wszystkie emocje bohaterki :)
OdpowiedzUsuńNie, to ja ci dziękuję ;** nawet nie wiesz ile dla mnie znaczy ten komentarz, bo wiem, że szczerze komentujesz :)) dziękuję <3
UsuńCudowny,piękny,brak mi słów.Proszę pisz kolejne rozdziały.;**
OdpowiedzUsuńHm... początek mi się średnio spodobał, ale końcówka... pokochałam! Mam nadzieję, ze się doczekam kolejnego rozdziału. Wydaje mis ie, że masz wielki talent ;)
OdpowiedzUsuń