Podczas czytania słuchaj tego; http://www.youtube.com/watch?v=q9ayN39xmsI
Przechodząc obok bloku, w którym nie tak dawno mieszkałam zauważyłam kartkę... Gdy podeszłam i przeczytałam jej treść... zrobiło mi się słabo. To była kartka zawiadamiająca o śmierci któregoś z mieszkańców. Nazwiska... Imiona i nazwiska moich rodziców i brata wirowały mi przed oczami. Nie mogłam nic sobie poukładać. Nie dałam rady płakać. Tak bardzo byłam zszokowana. Otworzyłam drzwi klatki schodowej i wbiegłam na górę. Momentalnie wsadziłam i przekręciłam klucz. Przestąpiłam próg, a w mieszkaniu nic się nie zmieniło. Porozwalane zabawki Juliana na podłodze, pełna lodówka i mój pusty pokój. Nic z nim nie zrobili... a może nie zdążyli zauważyć że się wyprowadziłam. Albo nie zauważyli tego tak poprostu, albo poprostu umarli zbyt wcześnie, by odczuć po mnie pustkę.
Z moich oczu popłynęły łzy... Wyjęłam z szafy mamy jej ulubiony sweter i zaciągałam się zapachem jej perfum... Wszystkie chwile z nią przeszły mi przed oczami. Moment, gdy rozstawałyśmy się z moim biologicznym ojcem... Chwila, gdy ją pobił. Później już miałam wizje, a raczej wspomnienie, jak mama z ojczymem powiedzieli, że będę miała braciszka lub siostrzyczkę. Byłam szczęśliwa. Naprawdę chciałam rodzeństwa i je miałam. Kochałam Juliana bardzo mocno. Ich wszystkich bardzo kochałam.
- Madlene... tak mi przykro... - usłyszałam głos Ryan'a , ale go nie widziałam. Oczami byłam z moją rodziną. Widziałam święta Bożego Narodzenie, których nigdy nie spędziliśmy tutaj, tylko u dziadków na wsi. Zawsze było wspaniale. Widziałam nasze wspólne wakacje, zawsze nad morzem... Przed oczami miałam również narodziny Juliana. Całe życie... Wszystkie spędzone z nimi chwile panowały w mojej głowie.
W końcu się ocknęłam.
- Choćmy już... - Ryan złapał mnie za rękę i poszliśmy na policję.
- Tak mi przykro... zginęli w wypadku samochodowym. - usłyszałam od pracownika policji. - Ile ma pani lat ?
- 17. - odpowiedziałam dławiąc się łzami.
- Pan Michael nie był pani ojcem ?
- Był ojczymem. - odparłam.
- A co z pani ojcem ?
- Lata sobie po świecie niepamiętając o dziecku - odparłam ironicznie.
Pytano mnie o wszystko, ale koniec końców był taki, że mam przejąc majątek po mamie i ojczymie. Narazie niewiadomo co ze mną... są dwa, a raczej trzy warianty. Albo zajmie się mną biologiczny ojciec, a tego bardzo nie chcę, albo dziadkowie, a ostatni wariant to rodzina zastępcza. To wszystko mnie wykańcza... Ale jedno jest pewne. Kłótnia z mamą uratowała mi życie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Od autorki: Dziękuję za komentarze i przepraszam, że taki krótki i niestaranny rozdział, ale nie mam sił. Jestem wykończona psychicznie przez chłopaka... Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie.
P.S. Miałam problem z wyborem piosenki.
RealMadlene
niedziela, 30 grudnia 2012
czwartek, 27 grudnia 2012
Rozdział 2 - Życie to nie bajka
Była 7.00. Jeszcze godzina do zajęć. Co miałam innego do roboty poza siedzeniem na szkolnym parapecie ze słuchawkami w uszach i głową przepełnioną myślami? Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Nie chodziło konkretnie o tą chwile... Sęk tkwił w tym, co miałam ze sobą zrobić po skończeniu lekcji ? Jak ja się pokażę w domu ? Szczerze ? W ogóle nie chciało mi się tam wracać...
~~~~~~~
- Co jej powiedziałaś ?! - krzyknęła z niedowierzaniem Agatha.
- To co słyszałaś... Nie wytrzymałam.
- Dziewczyno ! Przecież ona zrobi ci jeszcze gorsze piekło !
- No coś ty... - odpowiedziałam ironicznie. Dobrze wiedziałam, że nie będę miała życia w domu.
- I co teraz zrobisz ?
- Uwierz mi. Chciałabym wiedzieć. - spojrzałam na nią ze łzami w oczach. Siedziałyśmy chwilę w ciszy w naszej szkolnej miejscówce gapiąc się pusto w podłogę. Nasze "interesujące" zajęcie przerwał Ryan.
- Czemu nie mogłaś iść ze mną do szkoły ? - zapytał brunet.
- Powiedziała do swojej matki "Nienawidzę cię ! " - zanim zdążyłam odpowiedzieć odezwała się Agatha.
-... suko. - dodałam cicho.
- No nareszcie ! - zdziwiłam się jego reakcją. Nie był zadowolony, ale na rozpacz nie chorował. - Nareszcie nie będzie tobą kierować!
- Ryan ! Obudź się człowieku! Życie to nie bajka. Jeśli ona ma przestać mną kierować to miejsca w jej domu nie znajdę. To gdzie ja teraz się podzieję ?! - byłam wkurzona. Nie tylko tym całym wydarzeniem, ale lataniem w obłokach mojego chłopaka. On jest czasem pesymistą, realistą, a niekiedy optymistą. Jednak ten jego optymizm ujawniał się w nieodpowiednich momentach.
- U mnie.
- No chyba żartujesz ! Nie będę żyła na czyimś garnuszku !
- A jak siedziałaś pod kloszem mamuśki, to nie byłaś na jej garnuszku ? To teraz ty się obudź ! Madlene. Ja cię kocham ! Pogódź się z tym, że nie pozwolę, żebyś cierpiała. - to był ten moment. Moment, w którym zrozumiałam, że komuś naprawdę na mnie zależy. Chwila, która pozwoliła mi zaufać Ryan'owi.
Kiedy skończyliśmy lekcje, poszłam do domu Ryan'a. Jego mama już wiedziała, że przyjdę przenocować. Pewnie poinformował ją telefonicznie.
- Witaj Madlene !
- Dzień dobry - uśmiechnęłam się. Uwielbiałam panią Monicę. Potrafiła zachować się stosownie do każdej sytuacji, a zarazem nie była wciąż spięta. Potrafiła podnieść na duchu każdego człowieka. Pozytywna babka.
Zjedliśmy obiad i we dwoje odrobiliśmy lekcje. Byłam wykończona całym dniem, więc chciałam szybko położyć się spać.
- Gdzie mam się kimnąć? - spytałam chłopaka.
- Na moim łóżku.
- A ty?
- Na podłodze - odpowiedział.
- Nie ma mowy! Ja biorę podłogę.
- Czy nie uważasz, że to będzie dziwnie wyglądać, jeśli ja będę rozłożony na łóżku,a ty będziesz się męczyć na podłodze ?
- A jeszcze dziwniej, jak położymy się we dwoje w łóżku... - powiedziałam i przez chwilę pożałowałam.
- Ej ! Czemu nie ? Przecież nic się nie stanie. - przez chwilę byłam przeciwna temu pomysłowi, ale przecież on miał rację. Przecież nie będziemy robić nic poza spaniem. Bez przesady.
Pościeliliśmy tak, że każdy miał oddzielną poduszkę i kołdrę.
- Dobranoc kochanie - usłyszałam zza pleców, kiedy już się położyłam.
- Dobranoc - odpowiedziałam.
Pomimo tego, że Ryan leżał tuż obok mnie, czułam się sama. Tu nie miała znaczenia odległość. Tu liczyło się to, czy ta ważna osoba jest przy tobie psychicznie. Wiem, że przeze mnie Ryan nie powinien zarywać nocy, ale to był akurat ten moment, w którym go potrzebowałam.
- Ryan ? Śpisz ?
- Hm... już nie. - mruknął lekko zachrypniętym głosem.
- Przytul mnie, proszę. - chłopak bez słowa odwrócił się w moją stronę i mnie objął. Momentalnie zrobiło się ciepło, a te wszystkie przytłaczające myśli dały mi spokój.
21.12.12 - piątek
Z Ryan'em postanowiliśmy, że po lekcjach poczekamy, aż wszyscy z mojego domu wyjdą i wtedy zabierzemy moje rzeczy. Kiedy wynosiłam ostatnie pudełko, coś we mnie pękło. Moja sypialnia. Zostawiam w niej tyle wspomnień... Spędziłam tu całe swoje dotychczasowe życie. Dlaczego miałabym odejść ? Przez chwilę się wahałam, ale po przypomnieniu sobie tego, że wcale tu nie jestem szczęśliwa byłam zdecydowana. Nie chcę żyć z tą rodziną. Może jeszcze wrócę tu - do tego mieszkania, ale nie rodziny.
Wszystko szło łatwo. Zbyt łatwo. Dlaczego nikt nie próbował się do mnie dodzwonić ? Powinni mnie szukać... Zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy aby na tym mi nie zależało ? Czy nie zależało mi na tym, by być dla nich ważna ?
22.12.12 - sobota
Tego dnia rozpakowaliśmy moje rzeczy w pokoju Ryan'a. Nie ma zbyt dużo miejsca, ale nie narzekam. Mam tylko na sumieniu to, że chłopak nie ma prywatności. Ale przecież sam zadecydował.
- No to mamy wolne - uszczęśliwiony położył się na łóżku.
- O nie kochanieńki. Idziemy na zakupy z twoją mamą. Pojutrze wigilia. - uśmiechnęłam się szyderczo, a temu zrzędła mina.
- A nie możemy poleniuchować ? - zapytał leniwie łapiąc mnie w talii i sadzając na łóżko.
- No jeśli chcesz zostać w domu to wyręczymy twojego brata i zostaniemy z siostrzyczką. - zaśmiałam się.
- Z Lilly? Never ! - podniósł się i założył sweter. - To co ? Idziemy ? - zaśmiałam się i wyruszyliśmy do salonu, gdzie znajdowała się pani Monica.
- No to wy dzieciaki pójdziecie po choinkę, a ja skoczę do supermarketu, wy dołączycie do mnie po wykonaniu swojej roboty. Wieczorem przystroimy drzewko.
- Po choinkę? Piechotą? - zdziwiłam się, a Ryan wraz ze swoją mamą wpadli w śmiech.
- No ja nie umiem wjechać samochodem do piwnicy. - pękał ze śmiechu brunet.
- Madlene, chodzi o sztuczną choinkę - wyjaśniła pani Monica. Strzeliłam buraka i zawstydzona zagoniłam Ryan'a do roboty.
- Może i moje święta będą najgorszymi ze wszystkich ,jakie przeżyłam, ale nie pozwolę żeby wasze święta były przeze mnie zakłócone. - zwróciłam się do Ryan'a, gdy zanieśliśmy sztuczne drzewko na nieszczęsne czwarte piętro. - Przeszkadzam wam w dniach przygotowujących do świąt.
- No ty chyba żartujesz. Biegasz ze mną po jakieś piepszone drzewka i teraz idziemy na wspólne świąteczne zakupy, których zazwyczaj nienawidziłem, ale ty jesteś teraz ze mną i zaczynam to wszystko lubić.
- Ty to ty. Niedługo przyjedzie twój tato, miejsca będzie coraz mniej... A święta tusz tusz. Nie mogę zakłócać wam rodzinnego spokoju.
- Posłuchaj. Mam już dość takiego gadania. Nieważne co się będzie dziać, ty mojej rodzinie nie przeszkadzasz. Święta spędzisz z nami. Wiem, że nie będziesz chciała mieszkać z moją rodziną całe życie, ale daj spokój chociaż na święta. Później coś wymyślimy. Kocham cię. - wyrzucił z siebie to wszystko i mnie pocałował.
- Ehh... no dobrze. Choćmy już do tego sklepu.
Przechodząc obok bloku, w którym nie tak dawno mieszkałam zauważyłam kartkę... Gdy podeszłam i przeczytałam jej treść... zrobiło mi się słabo.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Od autorki: Hmm... Bardzo ciesze się na komentarz i obserwowanie od invisible, ale co z resztą ? No nic... mam nadzieje, że chociaż ten rozdział się spodoba i skomentuje więcej osób.
W poście 'Bohaterowie' dodam za chwile kilka nowych osób, które niebawem zagoszczą w opowiadaniu.
P.S. Invisible - zaobserwowałam twojego bloga, ale nie miałam czasu doczytać i skomentować Przeczytałam już trochę i mi się spodobało. Niedługo nadrobię i będę komentować ; **
RealMadlene
- Ty to ty. Niedługo przyjedzie twój tato, miejsca będzie coraz mniej... A święta tusz tusz. Nie mogę zakłócać wam rodzinnego spokoju.
- Posłuchaj. Mam już dość takiego gadania. Nieważne co się będzie dziać, ty mojej rodzinie nie przeszkadzasz. Święta spędzisz z nami. Wiem, że nie będziesz chciała mieszkać z moją rodziną całe życie, ale daj spokój chociaż na święta. Później coś wymyślimy. Kocham cię. - wyrzucił z siebie to wszystko i mnie pocałował.
- Ehh... no dobrze. Choćmy już do tego sklepu.
Przechodząc obok bloku, w którym nie tak dawno mieszkałam zauważyłam kartkę... Gdy podeszłam i przeczytałam jej treść... zrobiło mi się słabo.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Od autorki: Hmm... Bardzo ciesze się na komentarz i obserwowanie od invisible, ale co z resztą ? No nic... mam nadzieje, że chociaż ten rozdział się spodoba i skomentuje więcej osób.
W poście 'Bohaterowie' dodam za chwile kilka nowych osób, które niebawem zagoszczą w opowiadaniu.
P.S. Invisible - zaobserwowałam twojego bloga, ale nie miałam czasu doczytać i skomentować Przeczytałam już trochę i mi się spodobało. Niedługo nadrobię i będę komentować ; **
RealMadlene
niedziela, 23 grudnia 2012
Rozdział 1 - Nienawidzę cię suko !
18.12.12 - wtorek
- Hej kochanie - przywitał się i pocałował mnie Ryan.
- Hej - odpowiedziałam smutno.
- Co jest ? - zapytał. Ja tylko spojrzałam na niego niemrawo. - Znowu to samo ? Chyba będę musiał załatwić to osobiście. Mam już tego dość.
- Przestań. Przecież wiesz, że to tylko pogorszy sprawę... - spuściłam wzrok. O co chodziło ? O to, że moi rodzice uważają , że nie powinnam spotykać się z Ryan'em. Twierdzą, że przez niego mogę nabawić się macierzyństwa w młodym wieku. Robią mi awantury o to,że z nim jestem i tego nie kryję. A niby po co miałabym kryć to, co w moim życiu jest najcenniejsze ? To by było bez sensu. Już od trzech miesięcy mam szlaban na wychodzenie z domu nawet z Agathą, dopóki z nim nie zerwę. Łapię powietrze tylko podczas dziesięcio-minutowej drogi do szkoły. Weekendy spędzam w swojej sypialni korzystając z netbook'a, chociaż czasami nawet i tę rzecz rodzice konfiskują...
- To co mamy robić ? Co ja mam robić ? Patrzeć jak się nad tobą znęcają ? - Ryan był coraz bardziej zdenerwowany sytuacją.
- Znęcają ? - powtórzyłam jego słowo zdziwiona.
- Tak ! Tego już nie da się inaczej nazwać. Znęcają się nad tobą. Krzywdzą cię. Oni powinni dawać ci szczęście, a nie je odbierać. To chyba nie na tym polega rodzicielstwo. A tak poza tym... Na jakiej podstawie oni mnie oceniają ? Kiedy ostatnio zamienili ze mną zdanie ? No właśnie... Nigdy.
- Nie wiem już... najchętniej bym rzuciła to wszystko w cholerę...
- To dlaczego tego nie zrobimy ? Ucieknijmy stąd.
- Chyba żartujesz ! A szkoła ? Agatha ? Ona nie może być sama... Bez nas. - odparłam lekko zażenowana szczeniackim pomysłem.
- Masz rację... ale może chociaż zróbmy sobie przerwę na święta ? Wyjedźmy gdzieś razem.
- Oni się nie zgodzą, a ucieczka pozostawia po sobie zbyt duże konsekwencje... - mruknęłam. Ryan już nic nie mówił. Poprostu usadowił mnie w swoich ramionach.
19.12.12 - środa
- Mama pozwoliła, żebyś przyszła do nas w Sylwestra. Ona z ojczymem idą na jakiśtam bal, a my byśmy zostały z Julkiem. Do pomocy przy małym przyjechałaby babcia. - zwróciłam się do Agathy podczas przerwy obiadowej.
- Spokoo, przyjdę. A jak sytuacja... no wiesz ?
- Bez zmian. Nadal go nienawidzą. To się nigdy nie zmieni... - odparłam.
Po powrocie ze szkoły postanowiłam zajrzeć do pamiętnika.
" Czy to się nigdy nie zmieni ?
Czy oni zawsze będą odbierać mi szczęście ? Z dnia na dzień nabieram przekonania, że to może być prawda. Z dnia na dzień coraz bardziej mnie ranią.
Czy lepiej by mi było u mojego biologicznego ojca ? Hm... Jest taka szansa, ale przecież on o mnie zapomniał... Ożenił się z jakąś pudernicą, a ja stałam się przeszłością.
Ucieczka... to dobre rozwiązanie ?
I kiedy w końcu odejdą te bezsensowne pytania ?!"
Byłam w kropce. W mojej głowie panował taki bałagan, jak ten, zapisany w dzienniku. Poukładanie tego wszystkiego było marzeniem.
20.12.12 - czwartek
- Wstawaj ! Jedziemy do babci. - obudził mnie głos mojej mamy. Zazwyczaj budził mnie alarm w telefonie. No cóż... jak już coś ode mnie chcą, to nawet mnie obudzą.
- Zwariowałaś ? Muszę poprawić ocenę z chemii ! - w ogóle nie rozumiałam pomysłu mamy. Pozostały mi dwa dni przed świętami i kilka po, na poprawianie ocen, a ona piepszy mi tu o wizycie u babci.
- Bez dyskusji. Rodzina jest najważniejsza. Pakuj się.
- Nie.
- Słucham ?- zapytała z niedowierzaniem.
- Nie. Z czego, jak z czego, ale z nauki nie będę rezygnować dla twoich głupich wymysłów. Nie będziesz kierować moim życiem i tym czy zawalę chemię czy nie ! - łzy podchodziły mi do oczu. Matka podeszła, spojrzała prosto w moje źrenice i z zaskoczenia walnęła mnie w pysk.
- Nienawidzę cię suko ! - wrzasnęłam. Ubrałam się, zagarnęłam swój plecak i wybiegłam na dwór. Napisałam do Ryan'a, żeby nie czekał na mnie tam gdzie się zawsze spotykamy przed pójściem do szkoły. Sama skierowałam się do miejsca nauki i powoli zaczynałam żałować moich słów wykrzyczanych matce prosto w twarz...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Od autorki: No więc jest 1 rozdział. Dziękuję wam za komentarze pod prologiem, a szczególnie dziękuję za szczerość Mila. Właśnie takich komentarzy mi potrzeba, bo wtedy wiem, co mam poprawić w swoim pisaniu.
A teraz pytanie. Czy chciałby ktoś, żebym informowała go przez gg lub tt o nowych rozdziałach ? Jeśli tak, to podajcie w komentarzu swoje numery/nicki.
Proszę o komentarze, które są motywacją do coraz lepszych rozdziałów.
Wesołych świąt !
RealMadlene
- Hej kochanie - przywitał się i pocałował mnie Ryan.
- Hej - odpowiedziałam smutno.
- Co jest ? - zapytał. Ja tylko spojrzałam na niego niemrawo. - Znowu to samo ? Chyba będę musiał załatwić to osobiście. Mam już tego dość.
- Przestań. Przecież wiesz, że to tylko pogorszy sprawę... - spuściłam wzrok. O co chodziło ? O to, że moi rodzice uważają , że nie powinnam spotykać się z Ryan'em. Twierdzą, że przez niego mogę nabawić się macierzyństwa w młodym wieku. Robią mi awantury o to,że z nim jestem i tego nie kryję. A niby po co miałabym kryć to, co w moim życiu jest najcenniejsze ? To by było bez sensu. Już od trzech miesięcy mam szlaban na wychodzenie z domu nawet z Agathą, dopóki z nim nie zerwę. Łapię powietrze tylko podczas dziesięcio-minutowej drogi do szkoły. Weekendy spędzam w swojej sypialni korzystając z netbook'a, chociaż czasami nawet i tę rzecz rodzice konfiskują...
- To co mamy robić ? Co ja mam robić ? Patrzeć jak się nad tobą znęcają ? - Ryan był coraz bardziej zdenerwowany sytuacją.
- Znęcają ? - powtórzyłam jego słowo zdziwiona.
- Tak ! Tego już nie da się inaczej nazwać. Znęcają się nad tobą. Krzywdzą cię. Oni powinni dawać ci szczęście, a nie je odbierać. To chyba nie na tym polega rodzicielstwo. A tak poza tym... Na jakiej podstawie oni mnie oceniają ? Kiedy ostatnio zamienili ze mną zdanie ? No właśnie... Nigdy.
- Nie wiem już... najchętniej bym rzuciła to wszystko w cholerę...
- To dlaczego tego nie zrobimy ? Ucieknijmy stąd.
- Chyba żartujesz ! A szkoła ? Agatha ? Ona nie może być sama... Bez nas. - odparłam lekko zażenowana szczeniackim pomysłem.
- Masz rację... ale może chociaż zróbmy sobie przerwę na święta ? Wyjedźmy gdzieś razem.
- Oni się nie zgodzą, a ucieczka pozostawia po sobie zbyt duże konsekwencje... - mruknęłam. Ryan już nic nie mówił. Poprostu usadowił mnie w swoich ramionach.
19.12.12 - środa
- Mama pozwoliła, żebyś przyszła do nas w Sylwestra. Ona z ojczymem idą na jakiśtam bal, a my byśmy zostały z Julkiem. Do pomocy przy małym przyjechałaby babcia. - zwróciłam się do Agathy podczas przerwy obiadowej.
- Spokoo, przyjdę. A jak sytuacja... no wiesz ?
- Bez zmian. Nadal go nienawidzą. To się nigdy nie zmieni... - odparłam.
Po powrocie ze szkoły postanowiłam zajrzeć do pamiętnika.
" Czy to się nigdy nie zmieni ?
Czy oni zawsze będą odbierać mi szczęście ? Z dnia na dzień nabieram przekonania, że to może być prawda. Z dnia na dzień coraz bardziej mnie ranią.
Czy lepiej by mi było u mojego biologicznego ojca ? Hm... Jest taka szansa, ale przecież on o mnie zapomniał... Ożenił się z jakąś pudernicą, a ja stałam się przeszłością.
Ucieczka... to dobre rozwiązanie ?
I kiedy w końcu odejdą te bezsensowne pytania ?!"
Byłam w kropce. W mojej głowie panował taki bałagan, jak ten, zapisany w dzienniku. Poukładanie tego wszystkiego było marzeniem.
20.12.12 - czwartek
- Wstawaj ! Jedziemy do babci. - obudził mnie głos mojej mamy. Zazwyczaj budził mnie alarm w telefonie. No cóż... jak już coś ode mnie chcą, to nawet mnie obudzą.
- Zwariowałaś ? Muszę poprawić ocenę z chemii ! - w ogóle nie rozumiałam pomysłu mamy. Pozostały mi dwa dni przed świętami i kilka po, na poprawianie ocen, a ona piepszy mi tu o wizycie u babci.
- Bez dyskusji. Rodzina jest najważniejsza. Pakuj się.
- Nie.
- Słucham ?- zapytała z niedowierzaniem.
- Nie. Z czego, jak z czego, ale z nauki nie będę rezygnować dla twoich głupich wymysłów. Nie będziesz kierować moim życiem i tym czy zawalę chemię czy nie ! - łzy podchodziły mi do oczu. Matka podeszła, spojrzała prosto w moje źrenice i z zaskoczenia walnęła mnie w pysk.
- Nienawidzę cię suko ! - wrzasnęłam. Ubrałam się, zagarnęłam swój plecak i wybiegłam na dwór. Napisałam do Ryan'a, żeby nie czekał na mnie tam gdzie się zawsze spotykamy przed pójściem do szkoły. Sama skierowałam się do miejsca nauki i powoli zaczynałam żałować moich słów wykrzyczanych matce prosto w twarz...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Od autorki: No więc jest 1 rozdział. Dziękuję wam za komentarze pod prologiem, a szczególnie dziękuję za szczerość Mila. Właśnie takich komentarzy mi potrzeba, bo wtedy wiem, co mam poprawić w swoim pisaniu.
A teraz pytanie. Czy chciałby ktoś, żebym informowała go przez gg lub tt o nowych rozdziałach ? Jeśli tak, to podajcie w komentarzu swoje numery/nicki.
Proszę o komentarze, które są motywacją do coraz lepszych rozdziałów.
Wesołych świąt !
RealMadlene
sobota, 22 grudnia 2012
Prolog
"Drogi pamiętniku,
postanowiłam zapisywać tu swoje przemyślenia, a nawet najważniejsze zdarzenia z mojego życia.
Zacznę od tego, że się przedstawię.
Nazywam się Madlene Tomlinson, mam 17 lat i mieszkam w niewielkim, polskim miasteczku pod Białymstokiem. Moje mieszkanie w bloku graniczy z parkiem miejskim, wiec jest on 'moim miejscem'. Dwa bloki dalej mieszka mój chłopak Ryan. Jest wysoki, seksowny... i poprostu mój. Wspiera mnie, jest kiedy go potrzebuję. Drugą ważną osobą jest Agatha. To szczupła dziewczyna o brązowych włosach. To wszystko na temat ważnych osób. Każdy by stwierdził, że powinnam dodać rodzinę, ale nie. To nie oni zasługują na to miano. To nie w nich mogę się wtulić, kiedy łzy zalewają moją twarz. To nie oni mi doradzają co zrobić w ciężkiej sytuacji... "
Zamknęłam brulion i wzięłam się do porządków świątecznych. Przecież nic samo się nie zrobi , a został tydzień do wigilii...
Bohaterowie
Madlene (Meg) - 17 lat. Jej pasją jest muzyka i pisarstwo. Jest hejterką hejterów. Niecierpi fałszywości i dwulicowości.
Agatha (Adzia) - 16 lat. Jest najlepszą przyjaciółką Meg. Tak samo jak ona gardzi fałszywymi i dwulicowymi.
Ryan - 17 lat. Chłopak Madlene.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


.jpg)




